Autyzm u dorosłego człowieka nie zawsze wygląda tak, jak wiele osób nauczyło się go rozpoznawać. Nie musi oznaczać braku kontaktu wzrokowego. Nie musi oznaczać samotności. Nie musi oznaczać braku związku. Nie musi oznaczać niezwykłych zdolności matematycznych. Nie musi oznaczać zainteresowania pociągami. Nie musi oznaczać niezdolności do pracy. I zdecydowanie nie oznacza braku uczuć.
Osoba autystyczna może być psychologiem, informatykiem, lekarzem, nauczycielem, artystką, kierowcą, rodzicem, studentem albo przedsiębiorczynią. Może być bardzo rozmowna. Może mieć poczucie humoru. Może kochać ludzi. Może pozostawać w wieloletnim związku. Może prowadzić szkolenia przed setkami osób. Może być niezwykle empatyczna. A jednocześnie po całym dniu kontaktów społecznych potrzebować kilku godzin, podczas których nikt do niej nie mówi. Może świetnie prowadzić zawodową rozmowę, a zupełnie nie wiedzieć, co zrobić podczas piętnastu minut small talku przed spotkaniem. Może rozumieć ludzi bardzo dobrze, tylko nie zawsze automatycznie. Może kochać spontaniczne podróże, pod warunkiem że wcześniej przeczytała trzydzieści stron o hotelu, sprawdziła trasę z lotniska i obejrzała zdjęcia restauracji. Może wyglądać na osobę doskonale funkcjonującą. I jednocześnie płacić za to funkcjonowanie ogromną cenę.
Dlatego jeśli chcemy naprawdę rozmawiać o autyzmie u dorosłych, samo pytanie o objawy jest niewystarczające. Znacznie ciekawsze jest pytanie, jak może wyglądać dorosłe życie osoby autystycznej. Autyzm to stan neurorozwojowy charakteryzujący się trwałymi różnicami dotyczącymi wzajemnych interakcji i komunikacji społecznej oraz ograniczonymi, powtarzalnymi i sztywnymi wzorcami zachowania, zainteresowań lub aktywności. Sposób manifestowania się tych cech może jednak bardzo różnić się między ludźmi i zmieniać wraz z wiekiem, wymaganiami środowiska, możliwościami poznawczymi i językowymi oraz współwystępującymi trudnościami. I właśnie słowo spektrum jest tutaj naprawdę ważne.
Autyzm nie jest jedną osobowością. Nie ma jednego autystycznego charakteru. Dwie osoby spełniające kryteria spektrum mogą funkcjonować zupełnie inaczej. Jedna będzie bardzo rozmowna. Druga małomówna. Jedna będzie szukała kontaktu. Druga będzie potrzebowała dużej ilości samotności. Jedna będzie miała szerokie zainteresowania. Druga kilka bardzo intensywnych. Jedna będzie potrzebowała niewielkiego wsparcia w codzienności. Inna może wymagać znacznej pomocy w wielu obszarach życia. Dlatego nie warto wyobrażać sobie spektrum jako prostej linii od trochę autyzmu do dużo autyzmu. Funkcjonowanie jest bardziej wielowymiarowe. Człowiek może świetnie posługiwać się językiem, a jednocześnie potrzebować dużego wsparcia w organizacji codzienności. Może dobrze funkcjonować zawodowo, ale doświadczać ogromnych trudności sensorycznych. Może samodzielnie mieszkać, ale potrzebować pomocy w sprawach administracyjnych. Może być niezwykle kompetentny w jednej dziedzinie i bardzo bezradny w sytuacjach wymagających szybkiego przełączania się między wieloma nieprzewidywalnymi zadaniami.
Dlatego nie będziemy tutaj budować listy objawów, po których poznasz autyzm. Spróbujemy zobaczyć człowieka.
Jednym z najbardziej uporczywych stereotypów jest przekonanie, że trudności komunikacyjne oznaczają przede wszystkim problemy z mówieniem. U części osób autystycznych rzeczywiście rozwój i używanie języka mogą być znacząco ograniczone. Ale u wielu dorosłych, szczególnie diagnozowanych późno, język może być bardzo dobrze rozwinięty. Problem znajduje się gdzie indziej. W społecznym używaniu komunikacji. Można znać znaczenie wszystkich słów w zdaniu i nadal nie wiedzieć, czy rozmówca naprawdę proponuje spotkanie, czy powiedział to tylko z uprzejmości. Czy dobrze oznacza naprawdę dobrze. Czy może właśnie oznacza, że jestem zły, ale powinieneś się domyślić. Można bardzo dobrze rozumieć język, a trudniej odczytywać rzeczy znajdujące się pomiędzy słowami: ton, mimikę, tempo odpowiedzi, sugestie, aluzje, niedopowiedzenia, zmieniające się zasady kontekstu.
Nie oznacza to, że każda osoba autystyczna interpretuje wszystko dosłownie. Wielu dorosłych nauczyło się przez lata ogromnej liczby społecznych znaczeń. Rozumieją metafory. Żarty. Sarkazm. Flirt. Problem może polegać na tym, że część tych informacji wymaga świadomego przetwarzania, podczas gdy inni ludzie odczytują je niemal automatycznie. To trochę tak, jakby obie osoby docierały do tego samego miejsca, ale jedna korzystała z nawigacji, a druga znała drogę bez zastanowienia. Z zewnątrz różnicy czasami nie widać. Od środka może być ogromna.
Kontakt wzrokowy jest jednym z najlepszych przykładów tego, jak pojedyncze zachowanie może prowadzić do błędnych wniosków. Nie istnieje zasada, że brak kontaktu wzrokowego oznacza autyzm. Ani że kontakt wzrokowy oznacza brak autyzmu. Osoba autystyczna może utrzymywać kontakt wzrokowy. Może nauczyć się tego jako dziecko. Może świadomie patrzeć między oczy rozmówcy. Może kontrolować, teraz spojrzę, teraz odwrócę wzrok. Może też odkryć, że intensywny kontakt wzrokowy utrudnia jej jednoczesne słuchanie i przetwarzanie wypowiedzi. Dlatego diagnostycznie bardziej interesujące od pytania, czy patrzy Pan lub Pani w oczy, jest pytanie, jak działa u Pana lub Pani kontakt wzrokowy i czy wymaga świadomego kontrolowania.
Osoby autystyczne nie potrzebują ludzi. To jeden z najbardziej krzywdzących stereotypów. Potrzeba kontaktu społecznego jest bardzo indywidualna. Niektórzy ludzie, autystyczni i nieautystyczni, potrzebują wielu relacji. Inni kilku. Jeszcze inni bardzo niewielu. Osoba autystyczna może intensywnie potrzebować bliskości, a jednocześnie mieć trudność z poruszaniem się po zasadach, według których relacje są organizowane. Kiedy znajomy staje się przyjacielem? Jak często należy się odzywać? Czy jeżeli nie rozmawialiśmy przez miesiąc, nadal jesteśmy blisko? Co właściwie oznacza musimy się kiedyś spotkać? Dlaczego ktoś mówi, że nie jest zły, a później okazuje się, że jednak był? Dlaczego człowiek powinien wiedzieć, że jego partner potrzebował wsparcia, jeśli partner nie powiedział, że potrzebuje teraz wsparcia? To nie musi wynikać z obojętności. Może wynikać z odmiennego sposobu odczytywania informacji społecznych.
Czy osoba autystyczna ma empatię? Tak postawione pytanie jest zbyt proste. Empatia nie jest jedną zdolnością, którą albo się posiada, albo nie. Można bardzo silnie reagować emocjonalnie na cierpienie drugiego człowieka, a jednocześnie nie rozpoznać od razu, że właśnie w tym momencie druga osoba potrzebuje pocieszenia. Można współczuć komuś niezwykle głęboko, ale zamiast powiedzieć, że to musi być dla ciebie strasznie trudne, zacząć proponować rozwiązanie problemu. I wtedy rozmówca może pomyśleć, że on w ogóle nie rozumie, co czuję. Podczas gdy osoba autystyczna może myśleć, że skoro bardzo mi na tobie zależy, próbuję znaleźć sposób, żeby ci pomóc. To, co z zewnątrz wygląda na chłód, czasem może być po prostu innym sposobem reagowania. Dlatego w rozumieniu relacji osoby autystycznej warto uważać zarówno na stereotyp, że osoby autystyczne nie mają empatii, jak i na przeciwne uproszczenie, że osoby autystyczne zawsze mają ogromną empatię. Jedno i drugie próbuje opisać miliony bardzo różnych ludzi jednym zdaniem.
Wyobraźmy sobie supermarket. Dla większości ludzi jest to sklep. Dla części osób autystycznych może to być jednocześnie światło jarzeniówek, muzyka, sygnały kas, głos z głośnika, rozmowy, stukające wózki, dziecko płaczące trzy alejki dalej, zapach pieczywa, perfumy osoby stojącej obok, dotyk ubrania, ruch ludzi, konieczność wyboru produktów i ciągłe omijanie innych osób. Każdy bodziec osobno może być do zniesienia. Problemem może być ich suma. Różnice sensoryczne są istotnym elementem współczesnego rozumienia autyzmu. Mogą dotyczyć dźwięku, światła, dotyku, zapachu, smaku, temperatury, ruchu, a także sygnałów płynących z własnego ciała. Dla jednej osoby problemem będzie tykanie zegara. Dla drugiej ubranie wykonane z określonego materiału. Dla trzeciej mocne perfumy. Dla czwartej światło w biurze. Dla piątej siedzenie w dużym pomieszczeniu, w którym jednocześnie rozmawia kilkanaście osób.
Autystyczny profil sensoryczny nie oznacza wyłącznie, że wszystko jest za mocne. Może występować również poszukiwanie bodźców. Mocny nacisk. Ruch. Określone faktury. Powtarzalne dźwięki. Intensywne smaki. Kołysanie. Chodzenie. Poruszanie przedmiotem. Powtarzalna aktywność może pomagać regulować pobudzenie. Dlatego zachowania, które z zewnątrz bywają nazywane dziwnym nawykiem albo nerwowym tikiem, dla danej osoby mogą pełnić realną funkcję regulacyjną. I właśnie dlatego w dobrym środowisku pytanie nie powinno brzmieć jedynie, jak to zachowanie usunąć. Ale również, do czego ono tej osobie służy.
Jest piątek. Od tygodnia człowiek wie, że o osiemnastej jedzie z partnerem do konkretnej restauracji. O siedemnastej dwadzieścia partner mówi, wiesz co, jedźmy gdzie indziej. Dla jednej osoby jest to neutralna propozycja. Dla drugiej nagle trzeba porzucić wcześniej zbudowany scenariusz, wyobrazić sobie nowe miejsce, sprawdzić transport, menu, hałas, układ restauracji, możliwe sytuacje, przeorganizować mentalny plan wieczoru. Z zewnątrz może wyglądać to jak robienie problemu z niczego. Od środka może oznaczać konieczność bardzo szybkiego przebudowania całego modelu nadchodzącej sytuacji. Sztywność, potrzeba przewidywalności, powtarzalność oraz trudność dostosowywania się do szybkich i nieoczekiwanych zmian należą do charakterystycznych obszarów. Nie oznacza to jednak, że osoba autystyczna nie może lubić nowości. Może uwielbiać podróże, nowe restauracje, koncerty, eksperymenty, zmiany zawodowe. Różnica może polegać na tym, ile przewidywalności potrzebuje wokół tej nowości. Można kochać podróże i jednocześnie przez tydzień analizować lotnisko przed wylotem. Można uwielbiać koncerty i zawsze sprawdzać wcześniej, gdzie znajduje się wyjście. Można lubić zmianę, jeśli jest własnym wyborem. I bardzo źle znosić zmianę wprowadzoną nagle przez kogoś innego.
Stereotypowo autystyczne zainteresowania mają wyglądać nietypowo. Rozkłady jazdy. Numery. Mapy. Pociągi. Ale dorosła osoba może intensywnie interesować się psychologią, literaturą, historią, modą, muzyką, medycyną, sportem, polityką, grami, językami, zwierzętami, roślinami, technologią. Sam temat nie mówi nam zbyt wiele. Ciekawsze jest, jak działa zainteresowanie. Jak intensywne jest zaangażowanie. Jak głęboko człowiek wchodzi w temat. Czy gromadzi dużą ilość szczegółowej wiedzy. Czy wraca do niego przez wiele lat. Czy zainteresowanie pełni funkcję odpoczynku, regulacji, poczucia bezpieczeństwa. Czy rozmowa o nim daje szczególną energię. Pasja sama w sobie nie jest autyzmem. Można mieć ogromną wiedzę o drugiej wojnie światowej i nie być osobą autystyczną. Diagnostycznie interesuje nas cały profil, a nie jedna fascynacja.
Funkcje wykonawcze pomagają nam planować, rozpoczynać działania, przełączać się, utrzymywać informacje w pamięci roboczej, organizować kilka kroków, hamować reakcje, dostosowywać zachowanie do zmieniających się warunków. Trudności wykonawcze nie stanowią samodzielnego kryterium diagnozy autyzmu. Są jednak częste i mogą mieć ogromne znaczenie praktyczne. Dlatego osoba może mieć bardzo wysoką wiedzę zawodową i jednocześnie nie radzić sobie z prostym zadaniem: zadzwoń do trzech miejsc, porównaj odpowiedzi, wybierz najlepszą ofertę i załatw formalności. To wymaga inicjacji, telefonowania, komunikacji społecznej, przełączania uwagi, podejmowania decyzji, tolerowania niepewności, zapamiętywania odpowiedzi, zmiany planu, jeśli coś pójdzie inaczej. Problem niekoniecznie polega więc na tym, że zadanie jest trudne. Może być wielowarstwowe.
Jak możesz zrobić coś tak skomplikowanego, a nie umieć zadzwonić do urzędu? To zdanie wiele neuroróżnorodnych osób zna bardzo dobrze. Człowiek może programować skomplikowany system, napisać książkę, prowadzić operację, analizować setki danych. A odkładać jeden telefon przez dwa tygodnie. To z zewnątrz wygląda nielogicznie. Ale trudność zadania nie jest tym samym co jego obciążenie wykonawcze, sensoryczne i społeczne. Telefon może zawierać nieprzewidywalną rozmowę, brak możliwości przygotowania odpowiedzi, konieczność szybkiego przetwarzania języka, niejasną kolejność dalszych działań i brak wiedzy, ile rozmowa potrwa. Dlatego ocenianie funkcjonowania wyłącznie na podstawie inteligencji lub osiągnięć zawodowych potrafi być bardzo mylące.
Przeciążenie może mieć wiele źródeł: sensoryczne, społeczne, poznawcze, emocjonalne, wykonawcze. Wyobraźmy sobie osiem godzin w biurze. Trzeba pracować, przełączać się między zadaniami, odpowiadać na wiadomości, tolerować światło, ignorować rozmowy innych osób, prowadzić small talk, interpretować ton przełożonego, radzić sobie z nagłą zmianą spotkania, jeść w zatłoczonej kuchni, pamiętać o własnej mimice i jednocześnie wykonywać właściwą pracę. Wieczorem partner mówi, co robimy w weekend. I nagle człowiek nie jest w stanie odpowiedzieć. Nie dlatego, że pytanie jest trudne. Po prostu nie ma już zasobów na następną decyzję. Dlatego czasami osoba po pracy potrzebuje ciszy, ciemniejszego pomieszczenia, słuchawek, samotności, powtarzalnej aktywności, kontaktu z własnym zainteresowaniem, ograniczenia rozmów. Dla otoczenia może wyglądać to jak wycofanie. Dla tej osoby może być próbą odzyskania równowagi.
W społeczności osób autystycznych często używa się określeń takich jak meltdown i shutdown. Meltdown może opisywać gwałtowną reakcję pojawiającą się przy przekroczeniu możliwości regulacyjnych. Shutdown wycofanie, ograniczenie komunikacji lub aktywności w sytuacji przeciążenia. Nie należy jednak myśleć, że mam shutdowny, więc mam autyzm. Takie doświadczenia nie są samodzielnymi kryteriami diagnostycznymi. Mogą być natomiast ważną informacją o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy ilość wymagań przekracza jego aktualne możliwości regulacji. I właśnie funkcja oraz kontekst reakcji są ważniejsze niż sama popularna nazwa.
Autystyczne wypalenie nie jest osobnym rozpoznaniem ani kryterium pozwalającym diagnozować autyzm. Jednocześnie osoby autystyczne od lat opisują charakterystyczne okresy długotrwałego wyczerpania, spadku zdolności do wykonywania wcześniej dostępnych czynności i obniżonej tolerancji bodźców. To ważne doświadczenie. Ale warto zachować właściwą kolejność: nie diagnozujemy autyzmu na podstawie wypalenia. Jeżeli natomiast u osoby autystycznej pojawia się długotrwałe pogorszenie funkcjonowania, należy również sprawdzić inne możliwe przyczyny, w tym depresję, problemy ze snem, choroby somatyczne czy skutki przewlekłego stresu.
Człowiek, który przez trzydzieści lat nie znał swojego profilu neurorozwojowego, często nie siedzi przez trzydzieści lat bezczynnie. Uczy się. Eksperymentuje. Buduje systemy. Jeżeli rozmowy są trudne, przygotowuje tematy. Jeżeli zmiany są trudne, planuje wcześniej. Jeżeli restauracje są przeciążające, sprawdza menu i zdjęcia przed wyjściem. Jeżeli telefonowanie jest trudne, przygotowuje skrypt rozmowy. Jeżeli hałas przeszkadza, nosi słuchawki. Jeżeli spotkania grupowe są nieprzewidywalne, przychodzi wcześniej, żeby zobaczyć przestrzeń. Jeżeli trudno rozpoznać, co wypada powiedzieć, obserwuje innych. Po kilkunastu latach człowiek może mieć ogromny repertuar strategii. Niektóre są świetne, zdrowe, praktyczne. Pomagają funkcjonować. Problem pojawia się wtedy, kiedy strategia zmienia się w stałe wymaganie: muszę kontrolować siebie w każdej sekundzie, żeby ludzie nie zauważyli, że funkcjonuję inaczej. I tutaj dochodzimy do maskowania.
Maskowanie, szerzej określane również jako kamuflaż społeczny, może obejmować świadome lub częściowo automatyczne strategie służące ukrywaniu lub kompensowaniu autystycznych sposobów zachowania. Na przykład kontrolowanie kontaktu wzrokowego, naśladowanie mimiki, uczenie się gotowych odpowiedzi, kopiowanie sposobu zachowania grupy, hamowanie ruchów regulacyjnych, przygotowywanie scenariusza rozmowy, udawanie zainteresowania tematem, kontrolowanie tonu głosu, analizowanie po spotkaniu, czy powiedziałem coś niewłaściwego. Kamuflaż występuje u dorosłych osób autystycznych i może przyjmować różne formy. Czasem maskowanie przedstawia się prawie wyłącznie jako cechę autystycznych kobiet. Kobiety rzeczywiście mogą być szczególnie narażone na późne rozpoznanie, ale mężczyźni i osoby niebinarne również maskują.
Jak maskowanie może wyglądać w praktyce? Spotkanie trwa godzinę. Człowiek jednocześnie słucha, myśli o odpowiedzi, kontroluje kontakt wzrokowy, pilnuje twarzy, przypomina sobie, żeby nie mówić za długo, sprawdza, czy druga osoba nadal jest zainteresowana, powstrzymuje potrzebę poruszania rękami, analizuje żart, próbuje zrozumieć, czy pytanie było dosłowne, i zastanawia się, czy już powinien odpowiedzieć. Na koniec rozmówca mówi, przecież świetnie sobie radzisz społecznie. I może mieć rację. Osoba rzeczywiście sobie radzi. Tylko pytanie brzmi: jakim kosztem? Maskowanie nie powinno być traktowane jako supermoc. Czasami pomaga bezpiecznie funkcjonować. Czasami jest konieczną strategią zawodową. Ale może również wymagać ogromnej ilości energii.
Można świetnie wykonywać swój zawód. I jednocześnie mieć trudność z całą społeczną otoczką pracy. Zebraniami. Niejasnymi poleceniami. Domyśl się, czego szef potrzebuje. Networkingiem. Nagłymi zmianami. Open space’em. Rozmowami przy ekspresie. Telefonami. Firmowymi imprezami. Wielozadaniowością. Niepisaną hierarchią. Jedna osoba może znakomicie pracować przez sześć godzin nad konkretnym zadaniem, ale źle radzić sobie w środowisku, w którym co dziesięć minut ktoś ją odrywa. Inna może doskonale prowadzić rozmowy z klientami według określonej struktury, ale kompletnie nie wiedzieć, jak zachować się podczas integracji firmowej.
Ale świetnie prowadzi prezentacje. Prezentacja może być znacznie łatwiejsza niż przerwa po prezentacji. To nie paradoks. Podczas prezentacji wiadomo, kto mówi, o czym, jak długo, w jakiej kolejności, co znajduje się na slajdzie i czego mniej więcej oczekuje publiczność. Potem zaczyna się catering. I nagle trzeba samodzielnie zdecydować, do kogo podejść, jak rozpocząć rozmowę, jak długo rozmawiać, jak zakończyć, czy można dołączyć do grupy, czy grupa chce, żeby do niej dołączyć. Dla osoby postronnej część społeczna. Dla człowieka autystycznego mogą to być dwie zupełnie różne sytuacje. Dlatego stanowisko, wykształcenie czy umiejętność publicznego przemawiania nie mówią nam, czy ktoś jest albo nie jest osobą autystyczną.
Osoby autystyczne tworzą związki. Kochają. Tęsknią. Przeżywają rozstania. Potrzebują bliskości. Bywają zazdrosne. Romantyczne. Czułe. Oczywiście nie każda. Tak samo jak nie każda osoba nieautystyczna. W związku różnice mogą ujawniać się nie w sile uczuć, ale w sposobie komunikowania potrzeb. Partner mówi, nic się nie stało. Osoba autystyczna odpowiada, dobrze. Dwie godziny później okazuje się, że jednak należało zrozumieć, stało się bardzo dużo i powinieneś był o to zapytać. W innym związku problemem będzie ilość kontaktu. Jedna osoba potrzebuje wspólnego wieczoru. Druga po całym dniu pracy potrzebuje dwóch godzin absolutnej ciszy. Pierwsza interpretuje to jako, nie chce ze mną być. Druga: potrzebuję odzyskać zdolność bycia z tobą. To ogromna różnica.
Dla części par ogromne znaczenie ma odejście od przekonania, że jeżeli mnie kochasz, powinieneś się domyślić. Na rzecz: powiem ci dokładnie, czego teraz potrzebuję. Nie rób jak chcesz. Tylko: chcę, żebyś został dzisiaj ze mną. Nie wszystko w porządku. Tylko: jestem zła i potrzebuję pół godziny, zanim o tym porozmawiam. Nie nigdy mnie nie słuchasz. Tylko: potrzebuję teraz dziesięciu minut rozmowy bez telefonu. Jasność nie jest infantylizacją. Dla wielu ludzi, autystycznych i nieautystycznych, jest po prostu lepszym sposobem komunikowania się.
Wyobraźmy sobie dwie prace. W pierwszej open space, telefony, ciągłe zmiany, niejasne polecenia, spontaniczne spotkania, wielozadaniowość, dużo polityki biurowej. W drugiej jasny zakres obowiązków, pisemne instrukcje, możliwość pracy w ciszy, przewidywalne spotkania, wyraźne terminy, możliwość skupienia się na jednej rzeczy. Ta sama osoba może w pierwszym środowisku funkcjonować bardzo źle. W drugim świetnie. Czy w ciągu weekendu jej autyzm zniknął? Nie. Zmieniło się dopasowanie między człowiekiem a środowiskiem. To jedna z najważniejszych rzeczy w rozumieniu dorosłego autyzmu. Funkcjonowanie nie zależy wyłącznie od cech osoby. Zależy również od tego, czego wymaga otoczenie.
Samodzielność też nie jest kategorią tak albo nie. Można mieszkać samodzielnie i potrzebować pomocy w urzędach. Można prowadzić firmę i nie radzić sobie z gotowaniem. Można mieć świetną pamięć do faktów i regularnie zapominać o podstawowych potrzebach organizmu podczas intensywnej pracy. Można potrzebować wsparcia przez pewien okres, a potem funkcjonować bardziej niezależnie. Można również doświadczać przeciążenia i tymczasowo potrzebować znacznie więcej pomocy niż wcześniej. Dlatego pytanie, czy jest samodzielny, często jest zbyt mało precyzyjne. Znacznie lepiej zapytać, w których obszarach funkcjonuje samodzielnie, a w których potrzebuje wsparcia. To daje realny obraz człowieka.
Jeśli autyzm jest neurorozwojowy, naturalnie pojawia się pytanie, jak to możliwe, że nikt wcześniej tego nie zauważył. Możliwości jest wiele. Rodzina mogła zapewniać dużą strukturę. Szkoła była przewidywalna. Dziecko miało jednego przyjaciela i nie potrzebowało większej grupy. Zainteresowania były społecznie akceptowane. Wysokie zdolności poznawcze ułatwiały tworzenie strategii kompensacyjnych. Problemy interpretowano jako nieśmiałość, introwersję, dziwactwo, lęk, nadwrażliwość, perfekcjonizm. A czasami człowiek przez lata bardzo skutecznie maskował. Trudności mogą stać się szczególnie widoczne w okresach zwiększenia wymagań dotyczących samodzielności, na przykład po rozpoczęciu studiów, wyprowadzce czy wejściu w dorosłe role społeczne i zawodowe. Historia rozwojowa pozostaje jednak kluczowa dla diagnostyki. Autyzm nie pojawił się więc w wieku trzydziestu ośmiu lat. W wieku trzydziestu ośmiu lat może po raz pierwszy pojawić się język, który pozwala go rozpoznać.
Nie wyglądasz autystycznie. To zdanie mówi często więcej o wyobrażeniu rozmówcy o autyzmie niż o osobie autystycznej. Jak właściwie miałaby wyglądać? Kontakt wzrokowy nie rozstrzyga. Związek nie rozstrzyga. Praca nie rozstrzyga. Dzieci nie rozstrzygają. Poczucie humoru nie rozstrzyga. Empatia nie rozstrzyga. Samodzielne mieszkanie nie rozstrzyga. Umiejętność prowadzenia rozmowy nie rozstrzyga. Autyzm diagnozuje się na podstawie całego rozwojowego profilu funkcjonowania, a nie jednego zachowania podczas półgodzinnego spotkania. Dlatego zdanie, rozmawiałem z nim godzinę i niczego nie zauważyłem, ma bardzo ograniczoną wartość diagnostyczną.
Autyzm nie wyjaśnia automatycznie wszystkiego. To równie ważne jak odchodzenie od stereotypów. Jeżeli osoba autystyczna ma depresję, jej depresja nadal wymaga uwagi. Jeżeli ma zaburzenie lękowe, nie należy każdej formy lęku tłumaczyć autyzmem. Jeżeli ma ADHD, warto je rozpoznać. Jeżeli od kilku miesięcy bardzo źle śpi, koncentracja może pogarszać się również z tego powodu. Jeżeli wystąpiło nagłe pogorszenie funkcjonowania, nie należy automatycznie zakładać, że to po prostu autyzm. Rozpoznanie autyzmu nie powinno stać się workiem, do którego wrzuca się każdy przyszły problem zdrowotny.
ADHD i autyzm mogą współwystępować. I u części dorosłych właśnie uwzględnienie obu profili pozwala zrozumieć pozorne sprzeczności. Potrzebuję przewidywalności. Ale trudno mi utrzymać plan. Zmiana mnie destabilizuje. Ale jednocześnie szukam nowości. Mam bardzo stabilne zainteresowania. Ale obok nich co kilka tygodni pojawia się nowa fascynacja. Potrzebuję ciszy. Ale jednocześnie bardzo szybko nudzę się bez odpowiedniej stymulacji. Dlatego nie zawsze właściwym pytaniem jest autyzm czy ADHD. Czasami trzeba zapytać, czy występują oba.
Co naprawdę oznacza funkcjonowanie poza stereotypami? Nie chodzi o zastąpienie negatywnego stereotypu pozytywnym. Nie chcemy przejść od osób autystycznych nie mają uczuć do osoby autystyczne mają zawsze niezwykłą empatię. Od osoby autystyczne nie potrafią pracować do autystyczny mózg daje nadzwyczajne zdolności. Od autyzm to wyłącznie niepełnosprawność do autyzm to wyłącznie supermoc. Każde z tych zdań jest zbyt proste. Spektrum obejmuje ludzi bardzo różnych. Niektórzy potrzebują niewielkich dostosowań. Inni dużej ilości codziennego wsparcia. Niektórzy mają niepełnosprawność intelektualną. Inni ponadprzeciętne zdolności poznawcze. Niektórzy mówią bardzo dużo. Inni komunikują się w ograniczony sposób lub korzystają również z komunikacji alternatywnej. Niektórzy budują związki. Inni ich nie potrzebują. Niektórzy pracują. Inni nie są w stanie pracować zawodowo. Żadna z tych historii nie jest bardziej autystyczna od drugiej.
Jak może więc wyglądać jeden zwyczajny dzień dorosłej osoby autystycznej? Budzik. Ta sama melodia. Ta sama kolejność porannych czynności. Nie dlatego, że inaczej wydarzy się katastrofa. Po prostu ta kolejność sprawia, że poranek wymaga mniej decyzji. Kawa w tym samym kubku. Wiadomość od współpracownika: możemy przesunąć spotkanie z dziesiątej na dziewiątą piętnaście. Pierwsze napięcie. Trzeba zmienić plan. Spotkanie. Osoba świetnie zna temat. Mówi rzeczowo. Kompetentnie. Ktoś żartuje. Potrzeba sekundy dłużej, żeby ustalić, czy wypowiedź była poważna. Potem open space. Ktoś rozmawia. Telefon dzwoni. Światło jest wyjątkowo ostre. Słuchawki pomagają. O dwunastej kolega mówi, chodź z nami na lunch. Plan był inny. Trzeba szybko zdecydować. Lunch oznacza hałas i kilka rozmów jednocześnie. Odmowa może zostać odebrana jako niekoleżeńska. Człowiek idzie. Rozmawia. Żartuje. Dostosowuje się. Wraca. Przez kolejną godzinę znacznie trudniej się skupić. O szesnastej kończy pracę. W drodze do domu zakłada słuchawki. Nie chce z nikim rozmawiać. Partner pyta, coś się stało. Nie. I rzeczywiście nic się nie stało. Po prostu wydarzyło się bardzo dużo. Po godzinie ciszy wraca energia. Wieczorem człowiek przez dwie godziny zajmuje się swoim zainteresowaniem. Napięcie spada. Czy ten dzień jest objawem autyzmu? Nie. To przykład. U innej osoby wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Ale pokazuje jedną ważną rzecz: to, co z zewnątrz wygląda jak zwyczajny dzień, od środka może składać się z ogromnej liczby procesów regulacyjnych.
Nie pytaj tylko, czy potrafi. Zapytaj, jak to robi. Czy potrafi pracować? Tak. Jak? Czy potrafi rozmawiać? Tak. Jak? Czy ma przyjaciół? Tak. Jak wyglądają te relacje? Czy potrafi podróżować? Tak. Ile przygotowania potrzebuje? Czy chodzi na imprezy? Tak. Co dzieje się następnego dnia? Czy utrzymuje kontakt wzrokowy? Tak. Czy robi to automatycznie? Czy może zmienić plan? Tak. Ile kosztuje powrót do równowagi? Czy mieszka samodzielnie? Tak. Które elementy codzienności nadal wymagają wsparcia? To są znacznie ciekawsze pytania. Bo dorosłe funkcjonowanie nie jest tylko listą tego, co człowiek potrafi wykonać. Jest również historią tego, ile potrzebuje zasobów, aby to wykonać.
Autyzm u dorosłego człowieka nie zawsze jest widoczny w tym, co robi inaczej. Czasami jest widoczny w tym, ile pracy wymaga robienie rzeczy tak samo jak inni. W przygotowanym wcześniej scenariuszu rozmowy. W słuchawkach noszonych zawsze w plecaku. W godzinie ciszy po pracy. W sprawdzaniu restauracji przed spotkaniem. W potrzebie wcześniejszej informacji o zmianie. W świadomym pilnowaniu mimiki. W jednym bardzo ważnym zainteresowaniu, które od dwudziestu lat pozostaje źródłem radości i regulacji. W zmęczeniu po całym dniu rozmów. W potrzebie jasnych komunikatów. W relacji, która działa znacznie lepiej, odkąd partnerzy przestali oczekiwać od siebie domyślania się. I czasem dopiero wtedy, kiedy zaczynamy patrzeć na mechanizm, koszt i historię, a nie na stereotypowe zachowanie, cały obraz staje się zrozumiały.
Autyzm to nie lista dziwnych zachowań. To sposób funkcjonowania rozwijający się przez całe życie. Właśnie dlatego dobra diagnostyka dorosłego człowieka wraca do dzieciństwa. Pyta o zabawę, relacje, szkołę, sensorykę, zmiany, zainteresowania. A potem śledzi tę historię przez kolejne etapy: dojrzewanie, studia, pracę, związki, samodzielność, rodzicielstwo, codzienność. Autyzm jest stanem rozpoczynającym się w okresie rozwojowym, choć jego cechy mogą stać się w pełni widoczne dopiero wtedy, kiedy wymagania społeczne i środowiskowe przekroczą możliwości dotychczasowej adaptacji. Dlatego nie diagnozuje się człowieka na podstawie kontaktu wzrokowego, jednego zainteresowania, niechęci do imprez, nadwrażliwości na dźwięk, potrzeby rutyny, wyniku internetowego testu. Każda z tych rzeczy może być częścią historii. Żadna sama nie jest całą historią.
A jeśli rozpoznajesz w tym tekście siebie? Nie oznacza to automatycznie autyzmu. Wiele opisanych doświadczeń może występować również u osób bez autyzmu. Nieśmiałość nie jest autyzmem. Introwersja nie jest autyzmem. Nadwrażliwość na hałas sama w sobie nie jest autyzmem. Posiadanie intensywnej pasji nie jest autyzmem. Niechęć do small talku nie jest autyzmem. Potrzeba rutyny sama w sobie nie jest autyzmem. Trudności wykonawcze mogą występować również między innymi w ADHD. Dlatego pytanie nie powinno brzmieć, czy mam kilka autystycznych cech. Znacznie bardziej użyteczne jest: czy moja historia rozwoju i obecnego funkcjonowania tworzy spójny autystyczny profil. To pytanie wymaga już pełniejszego procesu diagnostycznego.
Poza stereotypami nie znaczy poza trudnościami. To również warto powiedzieć wyraźnie. Próba humanizowania wiedzy o autyzmie nie powinna prowadzić do bagatelizowania realnych problemów. Dla części ludzi sensoryka może być poważnym ograniczeniem. Komunikacja może powodować wielokrotne konflikty. Zmiana może wywoływać bardzo duże napięcie. Trudności wykonawcze mogą ograniczać samodzielność. Przeciążenie może uniemożliwiać funkcjonowanie. Niektórzy dorośli potrzebują znacznej ilości wsparcia. Inni niewielkiej. Jeszcze inni potrzebują go tylko w określonych okresach życia. Mówienie o tych trudnościach nie oznacza traktowania osoby jako zepsutej. Podobnie zauważanie jej zasobów nie oznacza, że problemy nagle znikają. Dojrzałe rozumienie spektrum potrafi pomieścić obie rzeczy. Człowiek może mieć realne ograniczenia i realne zasoby jednocześnie.
Dobre pytanie nie brzmi więc, jak wygląda osoba autystyczna. Nie istnieje jedna odpowiedź. Lepsze pytania brzmią: jak ta osoba komunikuje się z innymi, jak buduje relacje, jak doświadcza bodźców, jak reaguje na nieprzewidywalność, jak organizuje swoje życie, co daje jej poczucie bezpieczeństwa, jakie znaczenie mają jej zainteresowania, co dzieje się po całym dniu społecznym, które zachowania są naturalne, a które wyuczone, czy maskuje, co pomaga jej regulować przeciążenie, w jakim środowisku funkcjonuje dobrze, w jakim zaczyna sobie nie radzić, jakiej pomocy potrzebuje. I dopiero wtedy zaczynamy naprawdę mówić o autyzmie u dorosłego człowieka. Nie o stereotypie. Nie o internetowej checkliście. O człowieku.
Autyzm u dorosłych nie jest zbiorem kilku łatwo rozpoznawalnych zachowań. To rozwojowy profil obejmujący przede wszystkim sposób funkcjonowania w komunikacji i relacjach społecznych oraz charakterystyczne wzorce zachowania, zainteresowań, powtarzalności i potrzeby przewidywalności, często również z istotnym komponentem sensorycznym. Jego wpływ na codzienne życie zależy od indywidualnego profilu człowieka, jego zasobów, współwystępujących trudności i środowiska, w którym funkcjonuje. Dlatego dwie osoby autystyczne mogą wyglądać zupełnie inaczej. A ta sama osoba może wyglądać zupełnie inaczej w pracy, w domu, z przyjacielem, podczas diagnozy, po ośmiu godzinach przeciążenia i podczas dwóch godzin spędzonych nad ukochanym zainteresowaniem.
Jeżeli chcemy zrozumieć dorosły autyzm, musimy przestać pytać wyłącznie, czy zachowuje się autystycznie, i zacząć pytać, jak właściwie działa jego codzienne życie i czego nie widzimy, patrząc tylko z zewnątrz. To właśnie tam najczęściej zaczyna się prawdziwe rozumienie.
Źródła
- NICE. Autism spectrum disorder in adults: diagnosis and management (CG142) — recommendations.
- World Health Organization. Autism — fact sheet.
- Hull L i wsp. “Putting on My Best Normal”: Social Camouflaging in Adults with Autism Spectrum Conditions. Journal of Autism and Developmental Disorders, 2017.
- Raymaker DM i wsp. Defining Autistic Burnout. Autism in Adulthood, 2020.
- Young S i wsp. Guidance for identification and treatment of individuals with ADHD and autism spectrum disorder based upon expert consensus. BMC Medicine, 2020.