SpektrumASD

Autyzm u kobiet — maskowanie, kompensacja i późne rozpoznanie

Jak to wygląda z zewnątrz

Przez wiele lat kobieta mogła być po prostu „inna”: za cicha, za poważna, za wrażliwa, za intensywna, zbyt bezpośrednia albo przeciwnie niezwykle uprzejma i świetnie dostosowana. Mogła mieć jedną bliską koleżankę zamiast grupy, obserwować inne dziewczynki i uczyć się od nich, jak należy się zachowywać, przygotowywać w głowie rozmowę przed telefonem, a po spotkaniu godzinami analizować, czy powiedziała coś nie tak. Mogła świetnie radzić sobie w szkole, studiować, pracować, wejść w związek, zostać matką i przez cały ten czas nie usłyszeć słowa autyzm. Zamiast niego pojawiały się inne określenia: nieśmiałość, nadwrażliwość, perfekcjonizm, lęk społeczny, depresja, problemy w relacjach, trudny charakter. Albo nie pojawiało się nic, tylko poczucie, że inni dostali instrukcję obsługi świata, której jej nikt nie dał.

Dopiero w wieku trzydziestu, czterdziestu czy pięćdziesięciu lat może pojawić się pytanie, czy mogę być osobą autystyczną. Współczesna wiedza kliniczna coraz wyraźniej pokazuje, że autyzm u dziewcząt i kobiet bywa rozpoznawany później lub pomijany. Nie istnieje jednak odrębny kobiecy autyzm z osobnymi kryteriami. Rdzeń diagnostyczny pozostaje ten sam: trwałe, rozwojowe różnice w komunikacji i wzajemnych interakcjach społecznych oraz ograniczone, powtarzalne lub sztywne wzorce zachowania, zainteresowań i aktywności. Różnić może się sposób, w jaki te cechy są widoczne, kompensowane i interpretowane. Dlatego zamiast pytać, dlaczego ona nie wygląda autystycznie, lepiej zapytać, co robiła przez całe życie, żeby wyglądać tak, jak oczekiwało od niej otoczenie.

Przez wiele lat społeczny obraz autyzmu był wąski: chłopiec, wyraźne trudności społeczne, widoczne zachowania powtarzalne, nietypowe zainteresowania. Taki obraz opisuje część osób, ale staje się problematyczny, gdy jest jedynym wzorcem. Systematyczne przeglądy wskazują na utrzymujące się nierówności w rozpoznawaniu, opóźnienia diagnostyczne, wpływ stereotypów płciowych, kamuflaż społeczny oraz ryzyko mniejszej czułości standardowych sposobów oceny. Problem jest wieloczynnikowy i nie sprowadza się wyłącznie do maskowania. Nie każda kobieta maskuje, nie każda potrafi maskować. Mężczyźni i osoby niebinarne również intensywnie kamuflują. Mówimy o zwiększonym ryzyku przeoczenia, nie o obowiązkowej kobiecej prezentacji.

Co dzieje się od środka

Niektóre dzieci uczą się świata społecznego intuicyjnie. U części autystycznych dziewcząt i kobiet proces wymaga bardziej świadomego uczenia się. Jak rozpocząć rozmowę, jak długo mówić o sobie, kiedy zadać pytanie, jak często pisać do koleżanki, kiedy znajomość staje się przyjaźnią, jak zachować się na urodzinach, co oznacza „wpadnij kiedyś”, kiedy ktoś żartuje, dlaczego ktoś powiedział „nic się nie stało”, skoro później okazało się, że stało się bardzo dużo. Z czasem kobieta może stać się w tym bardzo dobra, tak dobra, że otoczenie mówi, przecież świetnie dogadujesz się z ludźmi. Pytanie pozostaje, czy robi to intuicyjnie, czy prowadzi w głowie zaawansowany proces analizy społecznej.

Wyobraźmy sobie nastolatkę w nowej szkole. Obserwuje, która dziewczyna jest lubiana, jak się ubiera, jak odpowiada nauczycielom, jak żartuje, jak reaguje, jak długo utrzymuje kontakt wzrokowy, co robi z rękami, jakiego tonu głosu używa. Potem próbuje niektóre elementy kopiować. Nie musi myśleć cynicznie „teraz będę udawała”. To może być stopniowe uczenie się, jak zachowują się ludzie w tej sytuacji. Tak powstaje społeczna biblioteka: na rozmowę kwalifikacyjną zachowujemy się tak, na randce inaczej, w gabinecie inaczej, przy rodzicach partnera jeszcze inaczej. Wszyscy dostosowują zachowanie do kontekstu. Różnica może polegać na intensywności, świadomym wysiłku i kosztach.

Proste zdanie „dzień dobry, chciałabym umówić wizytę” dla jednej osoby jest początkiem telefonu, dla innej końcem kilkuminutowych przygotowań. Co powiem najpierw, o co mogą zapytać, co odpowiem, jeśli nie będzie terminu, czy podać PESEL, jak zakończyć rozmowę. Przygotowywanie rozmów i korzystanie z wyuczonych skryptów jest jedną ze strategii kompensacyjnych. Scenariusz bywa skuteczny, rozmowa przebiega dobrze, nikt nie zauważa problemu. Ale brak widocznego problemu nie musi oznaczać braku wysiłku.

Maskowanie i kompensacja

Maskowanie i kompensacja bywają używane zamiennie, warto je jednak rozdzielić. Maskowanie to przede wszystkim próba ukrywania zachowań, które mogłyby zostać odebrane jako nietypowe: powstrzymywanie ruchów regulacyjnych, kontrolowanie mimiki, pilnowanie kontaktu wzrokowego, ukrywanie przeciążenia, udawanie zainteresowania, tłumienie potrzeby odejścia. Kompensacja to tworzenie alternatywnych sposobów osiągnięcia społecznego celu: nie wiem intuicyjnie, co powiedzieć, więc uczę się scenariusza; trudno odczytać sytuację, więc analizuję ją logicznie; nie wiem, kiedy zakończyć rozmowę, więc zapamiętuję typowe sygnały. Kamuflaż może obejmować oba procesy. Kobieta może bardzo dobrze funkcjonować w rozmowie, ale jeśli zapytamy, skąd wiedziała, co należy zrobić, możemy usłyszeć: bo nauczyłam się tego.

Dwugodzinne spotkanie może w rzeczywistości trwać pięć godzin. Psychologicznie zaczyna się wcześniej: przygotowanie, zastanowienie kto będzie, co założyć, o czym rozmawiać, jak dotrzeć. Potem dwie godziny właściwego spotkania z rozmowami, dźwiękami, kontrolowaniem siebie, reagowaniem, interpretowaniem. Po powrocie nie następuje od razu „było świetnie, teraz robię coś następnego”. Może pojawić się potrzeba ciszy, ciemniejszego pokoju, słuchawek, samotności, powtarzalnej aktywności albo braku kolejnych pytań. Kamuflaż wiąże się ze znaczącymi kosztami psychologicznymi: wyczerpaniem, poczuciem niedostatecznego wsparcia, problemami tożsamości i relacji. Jednocześnie może pełnić pragmatyczną funkcję, pomagać zdobyć pracę, tworzyć relacje, zwiększać poczucie kontroli. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek czuje, że nie ma już miejsca, w którym może przestać występować.

Można kochać ludzi, potrzebować przyjaźni, cieszyć się spotkaniem i jednocześnie po kilku godzinach społecznego funkcjonowania być całkowicie wyczerpaną. Nie dlatego, że spotkanie było złe, tylko dlatego, że wymagało przetwarzania bardzo dużej ilości informacji: słów, mimiki, dźwięków, intencji, zmian tematów, kontaktu wzrokowego, momentów, w których należy coś powiedzieć, bodźców sensorycznych. Jeśli dodatkowo kobieta maskuje, dochodzi monitorowanie własnego zachowania. Po spotkaniu może pojawić się potrzeba regeneracji. Nie jest to dowód braku sympatii do ludzi. Może być kosztem sposobu, w jaki sytuacje społeczne są przetwarzane.

Koszt codziennego funkcjonowania

Autystyczna kobieta może mieć partnera, przyjaciół, dzieci, wieloletnie relacje. Nie istnieje sprzeczność pomiędzy autyzmem a potrzebą bliskości. Trudności mogą dotyczyć czegoś subtelniejszego: jak rozpoznać, że znajomość się zmieniła, czy ktoś naprawdę chce się spotkać, dlaczego koleżanka przestała pisać, jak często trzeba podtrzymywać kontakt, dlaczego partner powiedział „rób jak chcesz”, jeżeli najwyraźniej nie chciał, żeby rzeczywiście zrobić jak chcesz. Niektóre kobiety mają kilka bardzo głębokich relacji, inne szeroką sieć znajomych, jeszcze inne niewielką potrzebę kontaktu. Autyzm nie mówi, ile ludzi ktoś powinien potrzebować. Mówi o charakterystycznym rozwojowym profilu komunikacji społecznej i wzajemnych interakcji.

Wyobraźmy sobie dziewczynę, która trafia do nowej grupy. Szybko zauważa, że pewne rzeczy, które ją naprawdę interesują, nie interesują pozostałych, więc przestaje o nich mówić. Uczy się reagować w określony sposób: śmieje się, przytakuje, zadaje pytania. Po kilku miesiącach grupa mówi, że idealnie do nas pasuje. A ona wraca do domu i nie jest pewna, czy oni lubią mnie, czy osobę, którą nauczyłam się przy nich grać. To jeden z możliwych kosztów silnego maskowania: problem autentyczności. Pytanie „kim jestem, kiedy nie próbuję dopasować się do innych” może stać się ważną częścią życia po późnej diagnozie.

„Nie miałam żadnych autystycznych zainteresowań” to częste zdanie. Po chwili rozmowy okazuje się, że przez kilka lat kobieta wiedziała praktycznie wszystko o konkretnym zespole, psychologii, końskich rasach, literaturze fantasy, pielęgnacji skóry, historii określonej epoki, językach, serialu, medycynie, modzie, roślinach albo relacjach międzyludzkich. Część tych tematów wygląda społecznie zwyczajnie. Nie temat jest najważniejszy. Istotne mogą być jego intensywność, głębokość, trwałość, poziom szczegółowości, rola regulacyjna, znaczenie w codzienności. Znacznie lepiej zapytać, jak funkcjonują zainteresowania tej konkretnej osoby. Zainteresowanie ludźmi również nie wyklucza autyzmu. Zawód związany z ludźmi nie jest argumentem, że nie możesz być autystyczna.

Dla części kobiet różnice sensoryczne są jednym z najbardziej trwałych doświadczeń życia: dźwięk, światło, zapach, dotyk, temperatura, konsystencja jedzenia, materiał ubrania, tłum. Kobieta może przez trzydzieści lat nie nazywać tego sensoryką. Może mówić: jestem wybredna, nie znoszę centrów handlowych, jestem nerwowa przy hałasie, muszę od razu po powrocie zmienić ubranie, nie lubię, kiedy ktoś mnie niespodziewanie dotyka. Dopiero pełny wywiad może pokazać, że nie chodzi o pojedyncze preferencje. Powstaje profil sensorycznego funkcjonowania, który ma swoją historię od dzieciństwa. Przeciążenie sensoryczne i społeczne mogą się sumować. Spotkanie firmowe w restauracji to hałas, światło, zapach, muzyka, ludzie, rozmowa, odczytywanie sygnałów, kontakt z kilkoma osobami jednocześnie, żarty, zmiana rozmówców oraz maskowanie. Po dwóch godzinach system może mieć dość. Ktoś mówi, przecież wyglądałaś, jakbyś świetnie się bawiła. I to może być prawda. Mogła się świetnie bawić. A jednocześnie być całkowicie wyczerpana.

Autystyczna kobieta może mieć depresję, zaburzenia lękowe, PTSD, OCD, zaburzenia odżywiania, ADHD i inne problemy psychiczne. Autyzm nie wyklucza żadnego z nich. Problem pojawia się wtedy, kiedy jedna diagnoza zaczyna zasłaniać cały rozwojowy obraz. Badania pokazują, że autystyczni dorośli, szczególnie kobiety, stosunkowo często zgłaszali, że przed rozpoznaniem autyzmu otrzymali diagnozę psychiatryczną, którą później sami postrzegali jako nietrafną. Dlatego należy unikać dwóch skrajności: „to tylko lęk, więc autyzmu nie trzeba rozważać” oraz „skoro jest autyzm, wszystkie wcześniejsze problemy psychiczne były błędnie rozpoznane”. Dobra diagnoza powinna zobaczyć całego człowieka.

Kiedy warto myśleć o diagnozie

Jak można przez czterdzieści lat nie wiedzieć? Autyzm jest neurorozwojowy, więc jest obecny od dzieciństwa. Ale obecność nie oznacza rozpoznania. Dziewczynka mogła mieć środowisko, które dobrze odpowiadało jej potrzebom. Mogła być bardzo spokojna, mieć dobre wyniki, jedną bliską koleżankę, rodziców zapewniających dużą przewidywalność, spędzać większość czasu na zainteresowaniach, nie sprawiać problemów wychowawczych. Jeżeli nauczyciele szukali przede wszystkim stereotypowego obrazu, mogli nie mieć powodu do skierowania na diagnostykę. Potem pojawiło się liceum, studia, praca, związek, samodzielne mieszkanie, coraz większa liczba niepisanych reguł, coraz mniej zewnętrznej struktury. Autyzm nie pojawił się wtedy. Wzrosły wymagania.

Kobieta może sama zacząć podejrzewać autyzm dopiero jako dorosła. Czasami po diagnozie dziecka. Siedzi podczas konsultacji i słyszy pytania o intensywne zainteresowania, potrzebę przewidywalności, naśladowanie innych, przeszkadzające bodźce i nagle myśli: przecież ja robiłam dokładnie to samo. Innym razem punktem zwrotnym jest spotkanie innej autystycznej kobiety, podcast, książka, rozmowa, historia w internecie. Nie dlatego, że jedna historia potwierdza diagnozę. Ale po raz pierwszy daje możliwość pomyślenia, że autyzm może wyglądać inaczej, niż myślałam.

Późna diagnoza nie oznacza, że wcześniej radziła sobie bez problemu. Brak diagnozy nie jest dowodem braku trudności. Czasami oznacza brak odpowiedniego języka do ich opisania. Kobieta mogła przez lata radzić sobie dzięki unikaniu określonych sytuacji, przygotowywaniu wszystkiego wcześniej, kopiowaniu innych, perfekcjonizmowi, bardzo silnej kontroli zachowania, ograniczaniu życia społecznego, wybieraniu zawodów zgodnych ze swoim profilem, partnerowi przejmującemu część codziennych zadań, regenerowaniu się w samotności. Z zewnątrz można powiedzieć, przecież prowadzi normalne życie. Diagnoza nie powinna pytać wyłącznie o efekt końcowy. Powinna pytać również, jak ten efekt został osiągnięty.

O konsultację diagnostyczną warto pomyśleć nie wtedy, kiedy jedyną przesłanką jest niechęć do small talku, hałas, który męczy, albo potrzeba odpoczynku po spotkaniach. Warto rozważyć konsultację wtedy, kiedy zaczyna układać się szerszy i wieloletni wzorzec. Od dzieciństwa występowały charakterystyczne różnice dotyczące relacji lub komunikacji. Potrzeba przewidywalności była szczególnie silna. Istniały powtarzalne sposoby działania albo intensywne zainteresowania. Pojawiały się trwałe różnice sensoryczne. Człowiek przez lata tworzył strategie pozwalające odnaleźć się społecznie. A obecnie cały ten profil wpływa na relacje, pracę, codzienność lub ilość energii potrzebnej do funkcjonowania. To wymaga kompleksowej oceny historii rozwojowej, aktualnych interakcji i komunikacji, zachowań powtarzalnych, funkcjonowania zawodowego i domowego, sensoryki oraz możliwych innych stanów neurorozwojowych i psychicznych.

Co diagnoza zmienia (albo nie zmienia)

Po późnej diagnozie nie istnieje jedna reakcja. Dla jednej osoby oznacza ulgę: wreszcie rozumiem. Dla innej smutek: dlaczego nikt tego wcześniej nie zauważył. Dla kolejnej złość. Jeszcze inna przez kilka miesięcy nie jest pewna, co właściwie o tym wszystkim myśli. Może pojawić się pytanie: jeżeli przez całe życie się dopasowywałam, to które zachowania są moje. To nie oznacza, że trzeba nagle odrzucić wszystkie społeczne strategie. Celem nie powinno być „od jutra nigdy więcej nie maskuję”. Niektóre strategie są użyteczne, niektóre zwiększają bezpieczeństwo, niektóre są elementem profesjonalnego zachowania. Bardziej pomocne może być pytanie, gdzie rzeczywiście potrzebuję kompensacji, a gdzie mogę pozwolić sobie na większą autentyczność i mniejszy koszt.

Późne rozpoznanie nie może opierać się na samym maskowaniu. Maskowanie nie jest dowodem autyzmu. Ludzie bez autyzmu również dostosowują zachowanie do sytuacji. Osoby z lękiem społecznym mogą intensywnie monitorować siebie. Osoby z ADHD mogą tworzyć strategie kompensacyjne. Dlatego samo zdanie „całe życie maskuję” nie jest wystarczające diagnostycznie. Kamuflaż nie wyjaśnia samodzielnie opóźnienia diagnostycznego. Diagnoza musi wrócić do całego rozwojowego obrazu: dzieciństwa, komunikacji, relacji, powtarzalności, potrzeby przewidywalności, zainteresowań, sensoryki, aktualnego funkcjonowania.

Dobra diagnoza kobiety nie szuka kobiecego autyzmu. Nie powinna mieć dwóch checklist: autyzm męski i autyzm kobiecy. Powinna znać podstawowe kryteria i jednocześnie rozumieć, że ich życiowe manifestacje mogą być znacznie bardziej różnorodne niż stereotypowe przykłady. Nie chcemy naprawiać jednego błędu drugim. Kiedyś: patrzy w oczy, więc nie ma autyzmu. Teraz nie możemy przejść do: patrzy w oczy, więc na pewno maskuje autyzm. Oba wnioski są nieuprawnione.

ADHD i autyzm mogą występować jednocześnie. U kobiety taki profil może dodatkowo utrudniać zrozumienie własnego funkcjonowania. Potrzebuje przewidywalności, ale trudno jej realizować plan. Lubi wiedzieć wcześniej, co się wydarzy, ale równocześnie poszukuje nowości. Ma trwałe, intensywne zainteresowania, ale pojawiają się też krótkie, bardzo silne fascynacje. Źle znosi chaos i sama ten chaos generuje. Diagnoza powinna rozważyć, czy jeden profil wystarczająco dobrze wyjaśnia historię, czy istnieją podstawy do rozpoznania obu.

„Czy ja w takim razie przez całe życie udawałam?” Niekoniecznie. To słowo może być zbyt brutalne. Człowiek adaptuje się przez całe życie. W autystycznym kamuflażu różnica może polegać na skali i konieczności tego procesu. Dlatego bardziej pomocne od „czy udawałam” może być pytanie: które zachowania wykonuję spontanicznie, a które wymagają ode mnie stałego świadomego monitorowania. I dalej: czy mam miejsca i ludzi, przy których mogę tego monitorowania ograniczyć. To pytanie prowadzi już nie tylko do diagnozy. Prowadzi do jakości życia.

Sukces adaptacyjny nie jest dowodem braku autyzmu. Można nauczyć się zasad, mieć przyjaciół, pracować, kochać, być bardzo komunikatywną, patrzeć ludziom w oczy, nauczyć się small talku, nawet stać się osobą, do której inni przychodzą po rady dotyczące relacji. I nadal być osobą autystyczną. Bo pytanie nie brzmi wyłącznie, czy potrafisz. Warto zapytać: jak nauczyłaś się to robić, czy dzieje się to automatycznie, ile kosztuje, co dzieje się, kiedy nie masz już siły tego kontrolować, jak wyglądałaś zanim nauczyłaś się tych strategii.

Późne rozpoznanie nie zmienia przeszłości. Może zmienić sposób jej rozumienia. Diagnoza w wieku czterdziestu lat nie sprawi, że wcześniejsze doświadczenia znikną. Może jednak nadać tym doświadczeniom nowe znaczenie: może rzeczywiście nie byłam po prostu przewrażliwiona, może dlatego przerwy w szkole były trudniejsze niż lekcje, może dlatego zawsze potrzebowałam tylu godzin samotności, może dlatego tak dobrze radziłam sobie w jasno określonych rolach, a kompletnie gubiłam się w nieformalnych relacjach, może dlatego przez całe życie obserwowałam ludzi. Dla części osób to ulga. Dla części również żałoba za tym, czego wcześniej nie rozumiały. Jedno i drugie może istnieć jednocześnie.

Nie każda autystyczna kobieta była cichą dziewczynką siedzącą z książką w kącie. Nie każda jest perfekcjonistką. Nie każda maskuje. Nie każda otrzymuje diagnozę późno. Dlatego również popularny współczesny obraz wysoko funkcjonującej, perfekcyjnie maskującej kobiety może stać się kolejnym stereotypem. Spektrum jest znacznie większe. Potrzebne jest wielometodowe i wrażliwe diagnostycznie podejście, zamiast poszukiwania jednego kobiecego fenotypu.

Najważniejsze pytanie nie brzmi, jak dobrze potrafi się dopasować. Brzmi: co znajduje się pod tym dopasowaniem. Czy zachowania społeczne są intuicyjne czy wyuczone. Czy kobieta ma przestrzeń, w której nie musi stale kontrolować siebie. Czy zainteresowania i potrzeby były przez lata tłumione, aby lepiej pasować do grupy. Jak wygląda sensoryka. Jak reaguje na zmianę. Jak wyglądały relacje w dzieciństwie. Co dzieje się po intensywnym dniu społecznym. Czy występują inne problemy, które wymagają osobnej diagnozy. I dopiero z takich pytań powstaje prawdziwy obraz. Nie czy potrafi patrzeć w oczy. Tylko jak funkcjonuje jako człowiek.

Autyzm u kobiet może być późno rozpoznany nie dlatego, że był łagodny. Czasami był mniej widoczny. Czasami dobrze kompensowany. Czasami źle interpretowany. Czasami środowisko było dobrze dopasowane. Czasami problemy psychiczne przesunęły uwagę w inną stronę. Czasami stereotyp diagnostyczny był zbyt wąski. Najważniejsza zmiana w myśleniu o autyzmie u kobiet nie polega na stworzeniu nowej listy kobiecych objawów. Polega na dostrzeżeniu, że człowiek może nauczyć się bardzo skutecznie funkcjonować w świecie, który nie zawsze jest dla niego intuicyjny. Może obserwować, naśladować, przygotowywać, analizować, kontrolować, kompensować, maskować. I z czasem stać się w tym tak dobry, że inni widzą wyłącznie efekt: świetnie sobie radzi. Dobra diagnoza pyta wtedy: a ile kosztuje ją to, że tak świetnie sobie radzi. I czasem właśnie odpowiedź na to pytanie otwiera zupełnie nowy sposób rozumienia całego życia.

Źródła

  1. NICE. Autism spectrum disorder in adults: diagnosis and management (CG142).
  2. Improving Diagnostic Procedures in Autism for Girls and Women: A Narrative Review, 2024.
  3. Livingston LA, Shah P, Happé F. Compensatory strategies below the behavioural surface in autism: a qualitative study. Lancet Psychiatry, 2019.
  4. A meta-ethnography of autistic people’s experiences of social camouflaging and its relationship with mental health, 2024.
  5. Perceived misdiagnosis of psychiatric conditions in autistic adults, 2024.
  6. Bargiela S, Steward R, Mandy W. The Experiences of Late-diagnosed Women with Autism Spectrum Conditions, 2016.
Autorka: Katarzyna Jurewicz

Psycholog, psychotraumatolog, trenerka interpersonalna i certyfikowana trenerka edukacji outdoorowej

Specjalistka pracująca w Szczecinie. Łączy doświadczenie psychologiczne i psychotraumatologiczne z pracą interpersonalną oraz edukacją outdoorową.

Profil specjalistki